Subiektywne spojrzenie na mniej i bardziej aktualne wydarzenia w świecie futbolu. Na poważnie, z humorem a na pewno z pasją...
Kategorie: Wszystkie | O MNIE | |
RSS
środa, 23 stycznia 2019
Czy polska piłka potrzebuje sponsorowania przez bukmacherów?

Czy polska piłka potrzebuje sponsorów w postaci bukmacherów? 

Znowelizowana ustawa hazardowa, która weszła w życie 1 kwietnia 2017 roku, dała firmom bukmacherskim ponowną możliwość reklamy, co wykorzystały m.in. poprzez nawiązywanie umów sponsorskich z polskimi klubami piłkarskimi. Czy jednak rodzima piłka naprawdę potrzebuje sponsorów z branży bukmacherskiej? 

Wielu z nas doskonale pamięta tzw. aferę hazardową i związane z nią polityczne oraz społeczne emocje. Jej efekt prawny był taki, że w 2011 roku znowelizowano ustawę o grach hazardowych – podniesiono podatek od tego typu działalności do 12% oraz wprowadzono całkowity zakaz reklamy firm z branży. Bardzo boleśnie odczuł to polski sport. – Wejście w życie ustawy spowodowało, że z dnia na dzień kontrahent, z którym wówczas współpracowałem przestał być możliwym dla nas partnerem – mówił podczas zorganizowanej w 2014 roku przez agencję ISBnews debaty Karol Klimczak, prezes Lecha Poznań. Wielu bukmacherów, aby ominąć nowe przepisy, przeniosło się poza Polskę, płaciło podatki za granicą, ale nadal obsługiwało polskich klientów. Tracili więc wszyscy. Kolejną zmianę przyniosła nowelizacja ustawy hazardowej, która weszła w życie 1 kwietnia 2017 roku. Od tej pory legalnie mogą działać w Polsce jedynie bukmacherzy posiadający licencję ministerstwa finansów (tu źródło). Aby ją otrzymać, firma musi m.in. posiadać siedzibę na terenie naszego kraju (podmioty bez koncesji, pod groźbą bardzo wysokich kar finansowych, musiały zaprzestać działalności w Polsce). W zamian przywrócono im możliwość reklamy, m.in. na stadionach czy koszulkach zespołów, które sponsorują. Zmiana ta pociągnęła za sobą niemalże „hurtowe” podpisywanie umów sponsorskich, głównie z klubami piłkarskimi. Efekt? Obecnie każda drużyna z Ekstraklasy i spora grupa zespołów z niższych lig ma „swojego” bukmachera. 

Piłka potrzebuje bukmacherów czy bukmacherzy piłki? 

Oczywiście dokładne sumy, na jakie opiewają umowy sponsorskie we wszystkich tych przypadkach pozostają tajemnicą handlową. Na rynku pojawiają się jednak nieoficjalne informacje, że Fortuna płaci Legii za najbardziej eksponowane miejsce na koszulce meczowej około 5 mln zł rocznie. Logo STS-u znajduje się na rękawach koszulek piłkarzy Lecha Poznań i podobno kosztuje to bukmachera 2,5 mln zł rocznie. Jak więc widać, są to kwoty, obok których zarządy klubów piłkarskich nie mogą przechodzić obojętnie.Dla operatorów zakładów wzajemnych sponsoring jest bezsprzecznie sposobem na budowania swojego pozytywnego wizerunku oraz utrwalanie świadomości marki, przede wszystkim wśród kibiców zespołu, który sponsorują. Przykłady można mnożyć. Jeden z największych polskich legalnych bukmacherów – firma Fortuna – od kilku lat jest sponsorem głównym Legii Warszawa. Logo firmy jest eksponowane na koszulkach piłkarzy, a na stadionie przy ul. Łazienkowskiej znajduje się jej lokal stacjonarny, dodatkowo kibice uczestniczą w wielu akcjach promocyjnych (tu źródło)

Fortuna wprowadziła także specjalny kod gwarantujący lepszy bonus i wsparcie marketingowe dla fanów Legii. – Wspieranie polskiego sportu, ze szczególnym uwzględnieniem piłki nożnej, jest dla nas sprawą priorytetową. Biorąc pod uwagę charakter branży, w której działamy, nie może być jednak inaczej – mówił cytowany w komunikacie prasowym Radim Haluza, ówczesny prezes Fortuny.

Jedną z pierwszych firm, która wsparła w odbudowie Widzew Łódź – jedną z najbardziej utytułowanych drużyn piłkarskich, po upadku walczącą o powrót do krajowej elity, był LV BET. Finansowe wsparcie bukmachera już od poziomu III ligi pomaga Widzewowi w powrocie do lat świetności. Firma bukmacherska STS została oficjalnym sponsorem reprezentacji Polski w piłce nożnej, sponsorem tytularnym rozgrywek I ligi, ponadto wspiera drużyny Jagiellonii i Lecha Poznań. – Sponsoring sportu jest dla bukmacherów jednym z istotniejszych kanałów dotarcia do potencjalnych klientów, ponieważ inne formy reklamy i promocji są znacznie ograniczone obowiązującym prawem. Ponadto zależy nam na dotarciu do kibiców, bo to oni z biznesowego punktu widzenia są dla nas najważniejsi – mówił w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Łukasz Borkowski, PR manager w STS.

Oficjalnym sponsorem Zagłębia Lubin jest firma Milenium. Legalny bukmacher forBET angażuje się finansowo w działalność m.in. Śląska Wrocław i ŁKS-u. Totolotek jest sponsorem Lechii Gdańsk. Wszystko to pokazuje, że nawet pomimo pewnych zagrożeń, jakie niosą ze sobą związki futbolu z bukmacherką (m.in. ryzyko ustawiania przez piłkarzy wyników spotkań), korzyści odnoszą tu obie strony.

14:27, tomassino-1
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 listopada 2018
Powrót do wieków ciemnych? (Polska - Czechy 0:1) - iGol.pl

Spotkanie z Czechami miało pokazać nam, z jakimi nadziejami możemy oczekiwać ostatniego meczu w Lidze Narodów UEFA w tym roku. Co prawda naszych południowych sąsiadów i najbliższych rywali z Portugalii dzieli różnica kilku klas, ale sparingowe wyzwanie miało być znakomitą okazją do przełamania po czterech meczach z rzędu bez zwycięstwa. Nic z tych rzeczy – mecz w Gdańsku uwydatnił nasze słabości i udowodnił ostatecznie, że z kadry, która jeszcze tak niedawno porywała cały kraj, zostały tylko wspomnienia. Przegraliśmy z Czechami 0:1, notując tym samym trzecią porażkę z rzędu i piąty z kolei mecz bez zwycięstwa(...)

Całość tekstu po meczu z południowymi sąsiadami przeczytacie na portalu iGol.pl, konkretnie tutaj.

czwartek, 12 lipca 2018
Znowu rodak, czyli Jerzy Brzęczek selekcjonerem!

fot. ASInfo

Jak podawał kilka dni temu na Twitterze, prezes PZPN Zbigniew Boniek, nazwisko nowego selekcjonera mieliśmy poznać 23 lub 24 lipca. Poznaliśmy je jednak już dzisiaj, a 23 lipca nastąpi oficjalna prezentacja na PGE Narodowym. Schedę po Adamie Nawałce przejmie Jerzy Brzęczek. 42-krotny reprezentant kraju, były zawodnik m.in. Górnika Zabrze, Maccabi Hajfa, Tirolu Innsbruck czy Sturmu Graz, a w ostatnim czasie trener płockiej Wisły. 

Trzeba przyznać otwarcie: decyzja Bońka ląduje na półce tych, które opisuje się kategorią: odważne. Większość kibiców i spora część mediów, po fatalnym występie na rosyjskim Mundialu oczekiwała rewolucji. Z polskich szkoleniowców najczęściej przewijało się nazwisko Michała Probierza, a zdecydowana większość propozycji kazała spoglądać poza granice Polski. Kontakty i status prezesa PZPN na Półwyspie Apenińskim były tym czynnikiem, który sugerował możliwość zatrudnienia właśnie włoskiego trenera. W grę wchodzili ponoć De Biasi, Prandelli a nawet Antonio Conte. Pod uwagę brany był także kierunek bałkański, który reprezentuje Slaven Bilic. Boniek postawił jednak na czwartego Polaka z rzędu i musi brać za tę decyzją pełną odpowiedzialność. Szybki przegląd mediów społecznościowych doskonale obrazuje jak mocno ten fakt, podzielił opinię publiczną. 

Jedni piszą o znakomitym wyborze Bońka, o słuszności polskiej kontynuacji, wymieniają zalety Brzęczka, zarówno te szkoleniowe jak i dotyczące jego osobowości. Oponenci wypominają nowemu selekcjonerowi krótki (bo trwający zaledwie 9 lat; zaczynał w 2009 od asystentury w Polonii Bytom) staż trenerski, kompletnie nieudane przygody podczas pracy w Lechii Gdańsk oraz GKS-ie Katowice, a nawet fakt, że Brzęczek jest wujkiem Jakuba Błaszczykowskiego, który przecież nadal w tej kadrze gra.

Jedno jest pewne: tej decyzji - choć wzbudzającej sporo dyskusji i skrajnych opinii - nie należy oceniać w tym momencie. Brzęczek, jak każdy świeżo upieczony trener, ma prawo do kredytu zaufania. Tak było w przypadku np. Smudy. Wbrew wszystkiemu, z nadzieją na sukces, wiązano z jego kadencją spore oczekiwania. Skończyło się kompletną klapą i wówczas każdy mógł sobie ulżyć: po cholerę właściwie Franz dostawał to stanowisko.

Gdy w 2013 na selekcjonera został wybrany Adam Nawałka, również byli malkontenci, którzy z pełnym przekonaniem uważali, że opuszczający Górnika Zabrze szkoleniowiec nie zdoła naprawić tragicznie funkcjonującej reprezentacji. A jak potoczyła się praca Nawałki z kadrą to już doskonale wiemy i tego obrazu nie nadszarpnęła nawet bryndza na rosyjskich boiskach. 

Nominacja Jerzego Brzęczka nie jest dla mnie obarczona większym ryzykiem niż miało to miejsce w przypadku zatrudnienia Adama Nawałki. Dlaczego?

Staż trenerski byłego już selekcjonera, w momencie przejmowania kadry, był większy o zaledwie 4 lata (nie liczę jego początków w Świcie Krzeszowice). Nawałka jako zawodnik (poza epizodem w Stanach) nigdy nie wyściubił nosa poza Kraków, podczas gdy Brzęczek zebrał niemałe doświadczenie w austriackich (poza wspomnianym etapem w Izraelu) klubach. Nawałka błyszczał na Mundialu w 1978 jako przedstawiciel nowego, znakomitego pokolenia polskiej piłki, a Brzęczek był kapitanem reprezentacji olimpijskiej, która w 1992 roku wywalczyła srebrny medal w Barcelonie.

Fakt, Adam Nawałka zdobył mistrzostwo Polski z Wisłą w 2001 i wicemistrzostwo rok wcześniej, a także awansował z Górnikiem do Ekstraklasy - za ten i późniejszy etap zbierał mnóstwo pozytywnych ocen. Ponadto Nawałka posmakował pracy z najważniejszą drużyną w kraju bo jak doskonale pamiętamy, od maja 2007 do sierpnia 2008 roku, znajdował się w sztabie Leo Beenhakkera. Brzęczek nie zdążył niczego znaczącego na polskim poletku osiągnąć, aczkolwiek pod jego wodzą "Nafciarze" prezentowali się w zeszłym sezonie bardzo dobrze, co zaowocowało trzema wyróżnieniami na Trenera Miesiąca. 

Gdyby się uprzeć, za byłym selekcjonerem przemawia - zaznaczam, że nadal mówię o momencie gdy kadrę dopiero przejmował, w sensie analogicznym do obecnej sytuacji - doświadczenie, wiek, wypracowana marka na krajowym podwórku. Porównuję, a nie oceniam bo tak jak pisałem na to jest jeszcze za wcześnie. Wszyscy byśmy sobie życzyli by Brzęczek podążył drogą Nawałki, a nie np. Waldemara Fornalika. Myślę, że zimą - po meczach towarzyskich i pierwszych spotkaniach w Lidze Narodów UEFA - będzie pierwszy, doskonały wręcz moment na wystawienie nowemu selekcjonerowi rzetelnej cenzurki. 

niedziela, 24 czerwca 2018
Do svidaniya...

Po nadzwyczaj udanym Euro we Francji i świetnych eliminacjach do rosyjskiego Mundialu, oczekiwania przed trwającym turniejem były ogromne. Pomijam wyświechtany zwrot o "pompowaniu balonika", który jest naszym znakiem rozpoznawczym. My naprawdę wierzyliśmy w sukces, a zarówno nasze mecze kontrolne jak i indywidualne popisy Polaków w zagranicznych klubach, kazały przypuszczać, że tragedii w Rosji nie będzie. Ale ona nastąpiła. Jej prolog mieliśmy w ostatni wtorek, a dzisiejszy wieczór dopełnił dzieła zniszczenia. Biało-czerwoni żegnają się ze światowym czempionatem po dwóch grupowych meczach, identycznie jak w 2002 i 2006 roku...

Pominę wgłębianie się w pojedynek polsko - senegalski. Tam skumulowały się różne czynniki, które wpłynęły na końcowy wynik: pojedyncze błędy w szeregach polskiej reprezentacji, ale także siła i szybkość Afrykańczyków. Ufaliśmy selekcjonerowi, że ma plan B i C, o których chętnie wspominał na konferencjach. Wierzyliśmy piłkarzom, że wyciągnęli odpowiednie wnioski i na przedstawicieli Ameryki Południowej przygotują się tak jak trzeba. W dzisiejszym meczu nie było nic, co pozwalałoby wierzyć, że udział naszej reprezentacji w tym turnieju ma sens. 

Spotkanie z Kolumbijczykami obnażyło wszystkie nasze słabości. Poparliśmy to kompletnym brakiem pewności siebie, nadzwyczajną bojaźnią, indolencją w ofensywie i skandalicznym pozostawianiem miejsca rywalowi. Powiedzmy sobie szczerze: nawet średnio zorientowany kibic, wyjęty żywcem z memów "typowy Janusz", przyzna - i wcale nie minie się z prawdą - że "Los Cafeteros" to zbyt wysoko półka dla obecnej reprezentacji Polski. W takim wypadku o sukcesie na turnieju tej rangi nie może być mowy. Nie zabrakło tylko sił, ale także walki i umiejętności.

Jeśli piłka plącze się obrońcom między nogami, a każdy, choćby niezbyt groźny atak jest ekspediowany panicznym wykopem do przodu, jeśli skrzydła są kompletnie nieaktywne, a brakuje nam dynamiki i stricte technicznych atutów, nic na Mundialu osiągnąć nie mogliśmy. Robert Lewandowski w szybkiej, pomeczowej wypowiedzi, na pytanie reportera TVP, dlaczego tak się skończyło, odpowiedział, że widocznie tylko na tyle tę kadrę stać. To jest o tyle przykre co prawdziwe. Euro 2016 było miłym wyjątkiem, na który złożyły się nie tylko wysokie formy naszych graczy, ale i rywale, którzy nie dysponowali siłą, która mogłaby nas stłamsić. To rosyjski mundial zweryfikował nasze możliwości. Niestety, na naszą niekorzyść. 

To miał być i będzie krótki komentarz, a nie silenie się na bardziej szczegółową analizę. Szkoda, że musimy przeżywać deja vu z mundiali w 2002 i 2006 roku. Pierwszy mecz, mecz o wszystko i mecz o honor. Tak bardzo dobrze to znamy, tak bardzo to boli... W szeregach biało-czerwonej reprezentacji szykuję się mała rewolucja. Nadchodzi czas zmienników - do stałej załogi kadry aspirować będą tacy piłkarze jak Szymański czy Żurkowski, a Piszczek, Błaszczykowski będą powoli się z nią żegnać. Nowego selekcjonera też niedługo będziemy zapewne szukać. Pytanie czy jeszcze przed meczami w Lidze Narodów UEFA. Coś się niewątpliwie kończy i coś się zacznie. Pozostaje pytanie, czy coś dobrego. 

Przykra jest świadomość, że mimo otoczki i całej atmosfery oraz okoliczności, które wpędzały nas w ślepą wiarę w sukces, doznaliśmy potężnego ciosu, który uświadomił nam miejsce w szeregu. To jeszcze nie teraz. Teraz pozostaje nam powiedzieć - w języku turniejowych gosdpodarzy - do svidaniya...

piątek, 01 grudnia 2017
Senegal, Kolumbia i Japonia: ciężki bój o wyjście z grupy

Kiedy jedni śnią o "grupie marzeń", a inni pragną starcia z wielkimi potęgami, nierzadko realizuje się taki scenariusz jak ten moskiewski. Na rosyjski Mundial będziemy czekać bez skrajnych stanów lękowych, ani i bez szczególnego optymizmu. Trafiliśmy do grupy, w której każde rozwiązanie jest możliwe. Pisząc banalniej: mogło być gorzej, mogło być też lepiej. 

Senegalu nie znamy. Nie zna go przynajmniej nasza reprezentacyjna piłka. 19 czerwca w Moskwie, zmierzymy się z "Lwami Terangi" po raz pierwszy w historii. Mojemu pokoleniu, tamtejszy zespół narodowy kojarzy się przede wszystkim z efektownym występem na azjatyckim Mundialu w 2002 roku (ćwierćfinał). Kadrze Aliou Cisse (który był uczestnikiem tamtejszych mistrzostw) sporo brakuje do drużyny sprzed 15. lat, ale błędem byłoby sądzić, że z przedstawicielami "Czarnego Lądu" będziemy mieli łatwą przeprawę. Nasze potyczki z afrykańskimi zespołami niemal zawsze były okupione sporą dawką boiskowego cierpienia. Poza tym w zespole Cisse znajdziemy kilku piłkarzy, którzy mają znaczący wpływ na grę kadry, a w nieodległej przyszłości mogą ją poprowadzić do takich sukcesów jaki był udziałem m.in. ich selekcjonera. Kalidou Koulibaly, Idrissa Gueye, Moussa Sow czy Sadio Mane - świetni piłkarze, w większości jeszcze perspektywiczni, ale z doświadczeniem w silnych ligach. Oni i ich koledzy będą starali się na Mundialu udowodnić, że należą do afrykańskiej czołówki. 

Kolumbię znamy lepiej. Z "Los Cafeteros" - z którymi spotkamy się 24 czerwca w Kazaniu - graliśmy dotychczas pięć razy, na co składają się dwa zwycięstwa i trzy porażki. Spośród tych trzech niechlubnych spotkań, najbardziej pamiętna jest przegrana sprzed 11 lat. Kadra Pawła Janasa, szykująca się do startu na niemieckim Mundialu, w fatalnym stylu i przy jeszcze gorszej atmosferze uległa Kolumbijczykom 1:2, a Tomasz Kuszczak wpuścił "słynną" bramkę; po wykopie golkipera rywali. Jednak w 2006 roku, piłkarzy z Kolumbii na MŚ zabrakło. Podobnie jak cztery lata wcześniej w Azji i 4 lata później w RPA. Ich występ na ostatnim turnieju, brazylijskim, był prawdziwym wulkanem ich piłkarskiej siły. Doświadczeni piłkarze stworzyli ze wschodzącymi gwiazdami wspaniały zespół, który zatrzymał się dopiero na ćwierćfinale. Pomimo niewątpliwej siły podopiecznych Pekermana, o podobne osiągnięcie będzie im w Rosji trudno. Niewiele brakowało, by to oni a nie Peru, grali w barażach, wszak Kolumbia w swojej eliminacyjnej grupie znalazła się za Brazylią, Urugwajem i Argentyną, z 7. zwycięstwami, ale też notując 6 remisów i 5 porażek. 

Fazę grupowa zakończymy meczem z Japonią. Rywal, który będzie na nas czekał 28 czerwca w Wołgogradzie, generalnie nie ma najlepszych wspomnień z rywalizacji przeciwko "Biało-Czerwonym". 4-krotnie zwyciężaliśmy, a ponieśliśmy dwie porażki. Jedna z nich to nasze ostatnie spotkanie, w marcu 2002 roku, kiedy przegraliśmy w Łodzi 0:2. Wiele osób znacznie bardziej wolało trafić na Koreę Południową niż na piłkarzy z "Kraju Kwitnącej Wiśni". Nic dziwnego. Japończycy zaliczą latem szósty mundial z rzędu. Plan zrealizowali dzięki zwycięstwu w swojej eliminacyjnej grupie, gdzie na 8 spotkań, siedem zakończyli zwycięstwem, a raz skończyło się podziałem punktów. Wydaje się, że ich siła jest wystarczająca, by w razie awansu, przebić swój dotychczasowy, największy mundialowy "sukces", czyli 1/8 finału. Tutaj także nie brakuje nazwisk, które pozytywnie zaznaczyły się na piłkarskiej mapie Europy, a bośniacki trener Vahid Halihodzic może pochwalić się bogatym CV (PSG, Tranbzonspor, Dinamo Zagrzeb, Rennes), w tym także doświadczeniem w roli selekcjonera (Algieria, WKS). Z Japonią pracuje od niespełna 3 lat i bardzo prawdopodobne, że swoją misję będzie kontynuował po Mundialu. 

Tak naprawdę trudno ocenić czy losowanie było dla nas szczęśliwe. W tym momencie jest to z resztą zwyczajne teoretyzowanie. Tak jak napisałem na Twitterze - równie dobrze możemy gładko ograć każdego z rywali, jak i nie wyjść z grupy. Zazwyczaj bywało tak, że radość w grudniu, przynosiła łzy w czerwcu. O potrzebie dystansu do własnych możliwości i nie narzucania tempa w pompowaniu balonika, nawet nie chce się po raz kolejny przypominać. Mentalności nie da się jednak oszukać, to już nastapi za pare miesięcy...

Wierzę, że szefostwo PZPN, wraz ze sztabem szkoleniowym, dobiorą dla naszej kadry naprawdę wartościowych sparingpartnerów. Że każde spotkanie grupowych rywali będzie wnikliwie analizowane, że nasi piłkarze będą dobrze i regularnie występować w swoich klubach, a po sezonie zaznają odpowiednio długiego odpoczynku... Spełnienie tych czynników, gwarantowałoby nam połowę sukcesu. Prościej powiedziec, trudniej zrobić, wiadomo. Zwłaszcza, że naprawdę nie wszystko jest zależne od nas. Jeśli jednak chcemy osiągać sukcesy na miarę zespołu, który wg rankingu FIFA znajduje się w pierwszej dziesiątce i ma wielkie ambicje, nie mamy prawa truchleć przed żadnym z przeciwników. Jeśli chodzi o "nową, mundialową erę" w polskim wydaniu: w 2002 była trauma, w 2006 także. Czy w 2018 powiemy: do trzech razy sztuka? 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
| < Marzec 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Tagi