Subiektywne spojrzenie na mniej i bardziej aktualne wydarzenia w świecie futbolu. Na poważnie, z humorem a na pewno z pasją...
Kategorie: Wszystkie | O MNIE | |
RSS
czwartek, 13 lipca 2017
Górnik-Legia na start Ekstraklasy

żródło: legia.com

Od Gdańska po Kraków, od Wrocławia po Białystok - w najbliższy weekend piłkarską Polskę rozpalą emocje związane ze startem nowego sezonu Ekstraklasy. Kończymy tym samym wielkie odliczanie zerkając a to na pucharowe przedbiegi czołowych ekip sprzed niespełna dwóch miesięcy, a to na niezwykle zróżnicowaną aktywność transferową. Szacujemy możliwości każdej ekipy, każdego zawodnika i każdego szkoleniowca, przyzwyczajając się przy okazji do nowej rzeczywistości, tej bez podziału punktów po rundzie zasadniczej. Były polski premier Leszek Miller stwierdził kiedyś błyskotliwie, że prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie jak zaczyna. Nie musi mieć to jednak przełożenia na rodzimą ligę bo są widoki na to, że Lotto Ekstraklasa rozpocznie nowy sezon z impetem. Nie ujmując niczego pozostałym parom, które zderzą się w inauguracyjnej kolejce, największe zainteresowanie wzbudza rzecz jasna potyczka Górnika Zabrze z Legią Warszawa.

W mojej osobistej klasyfikacji, zdominowanej przez słabość do pochłaniania niuansów zamierzchłych czasów, klasyk zabrzańsko-warszawski stawiam nad inne lokalne superstarcia typu Legia-Lech, Legia-Widzew czy Legia-Wisła. Aby wyczerpać temat wystarczyłoby przywołać kilka znanych skądinąd faktów i uszeregować parę cyferek:

Legia zdobywała mistrzostwo 12-krotnie, a Puchar Polski wznosiła aż 18 razy co jest rekordem własnego podwórka. Górnik kończył ligę na szczycie aż 14 razy, zdobywając krajowy Puchar 6-krotnie.

Klub z Warszawy, z różnym skutkiem, dokazywał także w Europie. W 1970 roku był uczestnikiem półfinału Pucharu Europejskich Mistrzów Krajowych (vs Feyenoord), a rok wcześniej ćwierćfinału Pucharu Miast Targowych. Półfinał warszawiacy osiągneli także w 1991 roku gdy na potyczkach z Manchesterem United zakończyli piękną przygodę z Pucharem Zdobywców Pucharów. Ćwierćfinałowe batalie z Panathinaikosem to natomiast puenta efektownej przygody z Ligą Mistrzów w sezonie 95/96. Legia trzykrotnie (2012,2015,2017) była także uczestnikiem 1/16 finału Ligi Europy.


Górnicy zaznaczyli swoją obecność na Starym Kontynencie równie intensywnie: w 1968 roku bili się z Manchesterem United w PEMK, a dwa lata później byli o krok od wielkiego triumfu w Pucharze Zdobywców Pucharów gdyż w pamiętnym finale potyczkowali się z Manchesterem City pokonując po drodze m.in. Olympiakos Pireus, Glasgow Rangers czy AS Roma. W kolejnej edycji PZP dotarli do ćwierćfinału, w którym ulegli... Manchesterowi City. 


Obrazując międzynarodowe popisy liczbowo wygląda to następująco: Legia zaliczyła ponad 230 oficjalnych spotkań w europejskich pucharach z czego ponad połowę wygrała. Górnik ma takich pojedynków na koncie nieco ponad 110, a ponad 50 zakończyło się ich triumfem. Słowem: hegemoni polskiej piłki, do których jakikolwiek start ma tak naprawdę jedynie łódzki Widzew. 

Jeśli zaś chodzi o pojedynki bezpośrednie (za hppn.pl) to za sobą mamy 118 potyczek z czego 49 zakończyło się triumfem stołecznego zespołu, a w 29 spotkaniach padł remis. Nieco bardziej skuteczna na przestrzeni powyższej rywalizacji była Legia, która zdobyła 173 bramki. Górnik do warszawskiej bramki trafiał 153 razy. Trzeba jednak zaznaczyć, że powyższe liczby dotyczą wyłącznie pojedynków rozegranych na najwyższym szczeblu ligowym oraz jego zapleczu. A przecież Górnik i Legia krzyżowały rękawice także w Pucharze Polski. Jeśli zawęzimy wątek do meczów finałowych to obie ekipy w decydujących starciach spotykały się czterokrotnie, aczkolwiek w sezonie 1965/66 o zwycięstwie decydował dwumecz a nie jedno spotkanie. 

legia.com

Legia przed finałem Pucharu Polski z Górnikiem (5:2 dla Zabrzan, 4.06.1972)

Obie ekipy to także szereg wybitnych piłkarzy: Włodzimierz Lubański i Kazimierz Deyna na czele, ale przecież także Lucjan Brychczy, Robert Gadocha, Leszek Pisz, Jan Banaś, Andrzej Iwan, Hubert Kostka czy Waldemar Matysik. Tak naprawdę nie da się naprędce stworzyć pełnej listy nietuzinkowych reprezentantów obu klubów bez pominięcia jakiegoś nazwiska, a to ze względu na obfitość takich jednostek. Zarówno Górnik jak i Legia dały polskiej piłce i polskiej kadrze narodowej dziesiątki nieprzeciętnych zawodników, na których w znacznej mierze opierała się przez długi czas potęga naszego futbolu.

Z wyjątkowości rywalizacji z tamtych czasów pozostało niewiele poza wspomnieniami i gablotami klubowych muzeów. Górnik przystępuję do rozpoczynających się jutro rozgrywek jako beniaminek, po rocznej banicji w I lidze. Legia wchodzi w sezon jako mistrz kraju i niedawny uczestnik Ligi Mistrzów. Obu klubom przyświecają więc zupełnie inne cele, inaczej mierzone są także ambicje. Nie da się jednak doskonalić nie próbując ścigać potentatów. Wszystkim nam, którym leży na sercu dobro polskiej piłki kopanej i którzy kochają się w futbolowej historii, zależałoby na tym, by Górnik jak najskuteczniej skracał dystans do czołówki i wrócił tam gdzie jest jego miejsce. 

sobota, 24 czerwca 2017
Skoro jest tak źle, dlaczego miało być tak dobrze...

Do obrazków takich jak ten powyżej, podczas rozgrywanego na polskich boiskach "małego Euro" U21 niestety nie mieliśmy szczęścia poza dwoma incydentalnymi wyjątkami na początku spotkań ze Słowacją i Szwecją. Porażka z Anglią na zakończenie fazy grupowej była tylko przykrą puentą udziału młodzieżowej kadry w mistrzostwach Europy. Mistrzostwach, które wzbudzały w wielu ogromne nadzieje, a które były kompletnie nieuzasadnione...

Nie zamierzam rozpisywać się nadmiernie nad postawą i końcowym wynikiem "Biało-Czerwonych" bo nie tylko każdy potrafi (a przynajmniej powinien) wyciągać własne wnioski z przeprowadzonych obserwacji, ale także ze względu na fakt, że zawód jaki dostrzegam po fatalnym występie naszych młodzieżowców uważam za niewspółmierny do faktycznej siły, z którą do tego turnieju przystępowaliśmy.

Każde zawody z udziałem naszej narodowej drużyny, bez znaczenia na kategorię wiekową (rola gospodarza także odgrywa tu znaczącą rolę), rodzą w nas wielkie oczekiwania, obiecujemy sobie arcyciekawe spotkania, oczywiście z pomyślnym i efektownym zakończeniem dla naszych piłkarzy. Tyle w tym racjonalnego podejścia ile kibicowskich emocji i wiążących się z nimi nadzieji. W tym przypadku problem polega na braku wcześniejszych przesłanek do tego, byśmy na polskim "małym Euro" odnieśli znaczący sukces, a za taki większość kibicowskiej opinii przyjęłaby wdarcie się do strefy medalowej.

Dojście do takich wniosków nie jest skomplikowane i tym bardziej trudno mi zrozumieć siłę huku po pęknięciu sztucznie napompowanego balonika. Po pierwsze: nasza młodzieżowa kadra fatalnie prezentowała się w ostatnich potyczkach przed ME. Przegraliśmy - i to w naprawdę nieciekawym stylu - zarówno z Włochami jak i Czechami. Listopadowy triumf nad zespołem niemieckim może nie był dziełem przypadku, ale na pewno był niezwykle szczęśliwy i całkowicie przysłonił faktyczny obraz możliwości naszych "Orląt". 

Po drugie: duża część piłkarzy z zespołu Marcina Dorny grała przerażająco mało w swoich klubach. Przegląd Sportowy już na początku maja alarmował o nieciekawej sytuacji sporej liczby naszych zawodników. 

grafika "PS" z 11 maja 2017 r.

Polscy piłkarze grali w wielu przypadkach zatrważająco mało, a wielu przez długi okres czasu borykało się z mniej lub bardziej znaczącymi urazami. Kadra Dorny nie miała trudnych etapów w ostatnich miesiącach przed trwającymi zawodami. Miała je niestety nieprzerwanie, więc nad wyraz niezadowolonych sprowadzam na ziemię - wymagaliście od przeciętnej jakości ziarna by do imponujących rozmiarów wyrosło w jedną noc po zasianiu.

Te agroporównanie nie odwołuje się oczywiście do poszczególnych zawodników, a jedynie do grupy która zamiast zespołu z prawdziwego zdarzenia tworzyła istną zbieraninę mniej lub bardziej utalentowanych zawodników, z których nie każdy grał na maksimum swoich możliwości i nie każdy w pełni poprawnie rozumiał swoją rolę w zespole. Jest paru piłkarzy, którzy dają nam nadzieję, że wkrótce owocnie zasilą szeregi dorosłej reprezentacji. Choć nawet oni nie grali w sposób zachwycający przez cały czas przebywania na placu gry to niedalekiej przyszłości polskiej drużyny narodowej, tej dorosłej, nie należałoby malować w czarnych barwach. Karol Linetty, Dawid Kownacki czy Tomasz Kędziora udowodnili, że są solidnymi kandydatami na uczestników sukcesów, które - jak mamy całkiem uzasadnione nadzieje - czekają na naszą podstawową kadrę. 

Pojedyncze personalia rokują, dają nadzieję dla pierwszej reprezentacji, ale nie możemy odrzucić w otchłań poczucia, że fachowe szkolenie młodzieży wraz z odpowiednią selekcją leży dość daleko od znanego nam z Hiszpanii czy Holandii profesjonalizmu. Choć pewien progres w porównaniu do nastu lat wstecz jest istotnie widoczny, jest to wciąż bardzo mało, by uwazać młodzieżowe szeregi za naturalnych i zarazem godnych następców starszych kolegów. Kłopotu bogactwa u nas się nie doświadczy, przynajmniej na ten moment. 

Z różnych względów trudno mi jest się w tej chwili zdobyć na głębsze refleksje, ale sam fakt, że jest taka konieczność, nie jest zbyt optymistycznym sygnałem. Nie oddalę się w kierunku ślepego hejtu, nie przejdę też obok klapy młodzieżówki całkiem obok, tak jakby nic wielkiego się nie stało. Stało się. I tak jak istotna dla wielu jest pierwsza reprezentacja, tak wreszcie do priorytetów powinno zostać włączone jej młodsze zaplecze. Bo kiedy skończy się era Lewandowskiego, Grosickiego i Milika, obudzimy się z ręką w przysłowiowym nocniku. Euro U21 jest sygnałem by zacząć myśleć i działać. 

sobota, 03 czerwca 2017
Real - Juventus: duodecima czy terzo? (FootBar.info)

Ze stolicą Walii kilka przyjemnych wspomnień mają kibice znad Wisły – dwukrotnie zdarzało się "Biało-Czerwonym" pokonać tam drużynę popularnych "Smoków" w eliminacjach Mundialu, a w 2007 roku, w tamtejszym ratuszu zapadła decyzja o przyznaniu Polsce i Ukrainie organizacji Euro 2012. W sobotę, blisko 75-tysięczne Millennium Stadium będzie po raz pierwszy w historii gościło finał europejskich pucharów. Finał hiszpańsko – włoski. Kibice z Madrytu lub Turynu, będą od tego momentu równie przyjemnie wspominać czerwcowy wieczór nad Kanałem Bristolskim.

Zarówno dla "Królewskich" jak i "Starej Damy" ewentualny triumf w tegorocznym finale będzie miał zupełnie odmienny ciężar gatunkowy, całkowicie kontrastujący wymiar. Real jest o krok od dokonania dwóch wyjątkowych osiągnięć: wzbogacenia i tak nad wyraz imponującej kolekcji trofeów o 12. już Puchar Europy, a także obronienia tytułu, czego nikomu w historii rozgrywek spod nowożytnego szyldu Champions League, jeszcze się nie udało. Poza tym zwycięstwo Hiszpanów – trzecie na cztery ostatnie finały – ugruntuje ich pozycję jako hegemonów międzynarodowego futbolu, stanie się kolejnym elementem w budowie pomnika najlepszego klubu świata aktualnie i w całej historii tej dyscypliny(...)


Tak oto rozpoczyna się moja niezwykle obszerna zapowiedź wielkiego finału Ligi Mistrzów w Cardiff. Całość znajdziecie w tym miejscu, czyli na portalu FootBar.info (uwaga, nowy adres!)

niedziela, 23 kwietnia 2017
Real - Barcelona: giganci na dwóch biegunach (FootBar.org)

Jakże odmienne nastroje panują w obozach drużyn, które w niedzielny wieczór wybiegną na murawę Santiago Bernabeu, by stoczyć walkę która może przesądzić o losach tytułu w hiszpańskiej Primera Division. "Królewscy" niesieni euforią po awansie do półfinału Ligi Mistrzów, po ewentualnym triumfie w El Clasico mogą odskoczyć odwiecznym rywalom aż na 6 pkt, natomiast Barca – upokorzona i wyrzucona z Champions League przez Juventus Turyn – stratą punktów w stolicy może zawęzić listę pucharowych zdobyczy w tym sezonie wyłącznie do jednego trofeum – pod warunkiem, że 27 maja pokona Deportivo Alaves w finale Copa del Rey...

Tak zaczyna się zapowiedź arcyistotnego dla losów trwającej kampanii ligowej w Hiszpanii pojedynku pomiędzy Realem a Barceloną. Po całość odsyłam tutaj, na portal FootBar.org

środa, 12 kwietnia 2017
Borussia - AS Monaco: od widma tragedii po święto futbolu?

Względny spokój od czasu paryskich zamachów w listopadzie 2015 r., dość skutecznie uśpił naszą czujność, ponieważ zaufaliśmy przekonaniu, że wzmożone kontrole oraz skrupulatniejsza niż wcześniej ochrona ludzi i mienia, ostudzi chore ambicje wszelkich ekstremistów. Wczorajszy wieczór w Dortmundzie udowodnił nam, że większa ilość kamer, broni, czujników i służb mundurowych, nigdy nie będzie wystarczająco skutecznym zabezpieczeniem. Nigdy.

Choć doniesienia z Zagłębia Ruhry same w sobie są przerażające, dopiero po poznaniu takich faktów jak treść listu grożącego śmiercią czy gwoździe wbite w nagłówki klubowego autokaru Borussii, uzmysławiamy sobie jak blisko tragedii byli ci, którzy znajdowali się w autobusie i jego najbliższym otoczeniu. Skończyło się na potężnym szoku i operacji nadgarstka Marca Bartry. Do najgorszego nie doszło wyłącznie dzięki niewyobrażalnemu szczęściu.

Za pomocą amunicji walczą wyszkoleni żołnierze, słowne ciosy i kontry wyprowadzają wysoko postawieni politycy, a przeciętnemu obywatelowi pozostaje zaprezentowanie siły tkwiącej w solidarności i nieskalana jakąkolwiek próbą tolerancji, pogarda dla ataków natchnionych fanatyczną nienawiścią. Jedność jaką zaprezentowali wczoraj kibice Borussii i AS Monaco, chwyta za serce, niezmiernie cieszy i pozwala wierzyć, że razem jesteśmy silniejsi, że nawet tak prozaiczna - w takich okolicznościach - rozrywka jak futbol, częściej potrafi jednak łączyć niż dzielić.

Dlatego twierdzę też, że terroryści tej batalii nie wygrywają i nigdy - o przekonanie trudno, zwyczajnie więcej wiary - wygrać nie zdołają. Za jedną ich ofiarą staną dziesiątki, za setkami tysiące... To bardzo budujące. Najtęższe umysły i ci, którzy operują stosownymi narzędziami politycznymi i gospodarczymi powinni jednak realnie działać bez względu na zjednoczone tłumy - żaden ocean zniczy i potok pięknych słów nie zrekompensuje śmierci każdej z potencjalnych ofiar. 

Od wczorajszego wieczoru, gdy zapadła decyzja o rozegraniu pojedynku w środowe popołudnie, cała Europa poddaje pod wątpliwość sens takiego rozwiązania. Z jednej strony, dla wielu obecnych tam obserwatorów a zwłaszcza głównych aktorów sportowego widowiska, przeżycie mogło być tak ogromnym szokiem, że trudno będzie zorganizować spotkanie "na nowo", przechodząc tym samym obok całego zamieszania do porządku dziennego. Z drugiej, odwołanie tej rozgrywki byłoby małym sukcesem zamachowców. Bo skoro teoretycznie nie zdołali wśród nas zasiać paraliżującego strachu, skoro tysiące pokazały tak imponującą solidarność, to dlaczego teraz zaprzeczać samym sobie? 

Bez względu na to jak wielce rozbieżne są opinie na ten temat, sam na pewno zasiądę do transmisji z Dortmundu. Przypomnijmy sobie, że zanim doszło do tego wstrętnego incydentu, wyczekiwaliśmy pojedynku dwóch wspaniałych zespołów, posiadających w swych szeregach zarówno wybitnych piłkarzy jak i młodzieńców do tego miana aspirujących. Czy ta świadomość pozwoli nam odetchnąć i choć przez moment skupić się na sporcie, czy wprost przeciwnie?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi